
Foto
- 17 lutego 2026
- wyświetleń: 2333
Grażyna Bułka z tytułem "Ambasadorki Śląska". Tytuł został przyznany po raz pierwszy w historii
W trakcie uroczystej gali w Teatrze Śląskim w Katowicach po raz pierwszy przyznano honorowy tytuł "Ambasadora Śląska". Otrzymali go Czechowiczanka Grażyna Bułka i Alojzy Lysko, autor monodramu "Mianujom mie Hanka". To twórcy od lat związani z kulturą i historią regionu.
- Kapituła podkreśliła, że wspólne wyróżnienie jest naturalną konsekwencją ich współpracy przy dramacie "Mianujom mie Hanka". Tekst autorstwa Alojzego Lyski oraz jego sceniczna interpretacja w wykonaniu Grażyny Bułki stworzyły dzieło o wyjątkowej sile oddziaływania - poruszające, głęboko śląskie i jednocześnie uniwersalne. W laudacji prof. Andrzej Gwóźdź przypomniał, że oboje artyści od lat łączą sztukę z zaangażowaniem społecznym, stając się prawdziwymi ambasadorami Śląska w Polsce i Europie - podaje portal slazag.pl.
Honorowy tytuł "Ambasadora Śląska" ma formę imiennego odznaczenia i trafia do osób, które swoją działalnością wzmacniają rangę oraz kulturową tożsamość regionu. Organizatorami Nagrody im. Kazimierza Kutza są Miasto Katowice, Teatr Śląski oraz Uniwersytet Śląski.
Grażyna Bułka od lat należy do najważniejszych osobowości śląskiej sceny teatralnej. Jej role - pełne autentyczności, emocji i głębokiego zakorzenienia w lokalnej kulturze - współtworzą współczesny wizerunek śląskiej sztuki. Pochodzi ze Świętochłowic, ale od kilkudziesięciu lat mieszka w Czechowicach-Dziedzicach.
Szanowni Państwo,
czuję się zaszczycony móc wygłosić laudację na cześć laureatów tegorocznej edycji konkursu Nagrody im. Kazimierza Kutza w kategorii Ambasador Śląska. Właśnie laureatów, bo Kapituła nagrody postanowiła w tym roku uhonorować ex aequo dwie osoby. Jestem jednocześnie w niemałym kłopocie, bo jak tu sprawiedliwie obdzielić honorami dwie osobistości tak niezwykłe, umysły tak piękne, w dodatku zespolone w jeden uniwersalny silesiański stop, o jakim marzył patron tej nagrody?
Jeśli ambasador to ktoś, kto reprezentuje kogoś innego, kto zostaje powołany po to, by strzec dobrego imienia tego, kogo reprezentuje, zyskiwać zaufanie coraz to nowych osób i starać się o to, aby lepiej rozumiano tych reprezentowanych, to oboje laureaci są znakomitymi ambasadorami w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze, są rozpoznawalnymi od lat twarzami marki, której na imię Górny Śląsk, przyczyniając się jak mało kto do tworzenia niepowtarzalnej aury wokół niej, dbając o jej kulturowe dziedzictwo, z językiem śląskim na czele. A ten język tkwi w nich niczym zakodowany genetycznie sposób bycia, ostoja na złe i dobre czasy, bo w nim potrafią najlepiej wyrazić swoje najskrytsze myśli i uczucia. To nasi znakomici influencerzy, którzy na swoich aktorskich vlogach i literackich blogach prowadzą nas po koleinach Górnego Śląska, nieustannie dbając o to, aby Śląsk nie wymknął się nam z serc i umysłów, i nie zamknął w folklorystycznej cepelii. Ale jednocześnie ambasadorują sobie wzajem, podnosząc rangę własnej marki w imię wyznawanego przez obydwoje przekonania: "Obce znać - dobrze, swoje - święty obowiązek". Łączy ich niezmiennie duchowa wspólnota przodków, rozciągająca się między świętochłowickimi Lipinami a "przywiślańskim kraiczkiem Ziemi Pszczyńskiej", jak go nazywa Laureat, z ową bojszowską najmniejszą ojczyzną, na pierwszym planie.
Kapituła Nagrody imienia Kazimierza Kutza nie miała wątpliwości, że to oni właśnie, łącząc od lat w jedno sztukę i los Śląska z zaangażowaniem społecznym: "dzioucha z Lipin" (jak sama mówi o sobie), Grażyna Bułka i Alojzy Lysko - "mój bojszowiok", jak pisał o nim patron nagrody, "mój", bo z Bojszów, tej "wspaniałej wsi", pochodziła babka Kutza - zasłużyli ex aequo na tytuł Ambasador Śląska.
W jednym z telewizyjnych wywiadów Laureatka wspominała, jak to oglądając na tej scenie - mógł być rok 1980 albo 1981 - Zapach dojrzałej pigwy Iona Druce w reżyserii Kutza, z Iwoną Świętochowską, wówczas jeszcze nie Kutzową, w roli głównej. Też ten spektakl oglądałem, może nawet byliśmy na tym samym przedstawieniu, ale kiedy ja myślałem o recenzji do "Życia Literackiego", ona marzyła o zostaniu aktorką. No i wymarzyła sobie: 44 lata na scenie, połowa z tego z Cholonkiem albo dobrym Panem Bogiem z gliny Janoscha i Mirosława Neinerta oraz Roberta Talarczyka, grubo ponad sto ról teatralnych, więcej niż 400 odsłon Hanki, no i 10 lat tutaj, w Teatrze Śląskim.
Lipiny czy Bojszowy - jedna górnośląska kraina w cieniu dwóch różnych, ale jakże podobnych obozowych tragedii - Auschwitz-Birkenau i świętochłowickiej "Zgody" - zasnuwana mgławicami śląskiego losu: dramatem volkslisty, traumą "chorych na taty" synów i córek, bo wojna zabrała im ojców i poraniła matki, tragedią wywózek na Sybir... Losu opowiedzianego przenikliwie najpierw przez Alojzego Lyskę w Jak Niobe... Opowieści Górnośląskiej, a potem przez Grażynę Bułkę mistrzowsko podanego w wyreżyserowanym przez Mirosława Neinerta monodramie Mianujom mie Hanka, z którym zawiało ich aż na salony Parlamentu Europejskiego (2023), choć, jak relacjonował Łukasz Kohut, bez udziału europosłów Zjednoczonej Prawicy na widowni. A później do sali kolumnowej Sejmu (2024) - tu jednak znowu bez udziału posłów z PIS, choć tym razem przynajmniej się udało, bo rok wcześniej nie pozwoliła na to ówczesna marszałkini Sejmu. "My nosimy w sobie wielowiekowe dziedzictwo - że tak powiem - europejskie. Nosimy Europę w sercu, gdy tymczasem wielu Polaków Europą się brzydzi i wciąż wzdycha do sarmackich (o)kresów?" - mówił Laureat w wywiadzie-rzece o wymownym tytule Śląskiem wiedziony.
W wielowiekowym dziejowym przeciągu między Polską a Niemcami, między losami Babek i Ōm zawiera się to, co skumulowane zostało w postaci Hanki: cały sponiewierany los tej ziemi i jej mieszkańców, co przenikliwie pointował autor monodramu: "Żydzi mają Holocaust. Jednym słowem nazywają to wszystko. Jak my te tragedie powinniśmy jednym słowem nazywać? Jest wprawdzie określenie Tragedia Górnośląska, ale ono jest jak gdyby zastrzeżone dla tych, którzy zostali wywiezieni na Sybir".
Telewizyjna premiera Hanki po dziewięciu latach od premiery katowickiej, i to w wieczór 80. rocznicy wyzwolenia Auschwitz 27 stycznia 2025 roku, zyskała symboliczny wymiar: był to pierwszy w historii spektakl Teatru Telewizji zagrany w całości po śląsku, w dodatku jego społeczno-medialny kontekst - sąsiedztwo rocznicy, podczas której kilka lat wcześniej Marian Turski przestrzegał: "Auschwitz nie spadł nagle z nieba" - przydawał mu wyjątkowej mocy
Bo przecież o tym też jest to przedstawienie. A może nawet przede wszystkim o tym! W dodatku teatr telewizji Lyski - Neinerta - Bułki zobaczyło prawie pół miliona widzów, co sprawiło, że był on najchętniej oglądaną premierą od maja 2021 roku. Jak nigdy bodaj dotąd, w unii personalnej autora i aktorki wybrzmiał "Krzyż śląskiego losu", zarazem tragizm pokolenia "śląskich Kolumbów", o których regionalista Krystian Węgrzynek napisze, że "byli pierwszym od wieków pokoleniem Ślązaków wychowanych w polskiej szkole [...], którzy musieli ginąć w imię głoszonych przez Hitlera idei, co czasem oznaczało bezpośrednią konfrontację z rodakiem z drugiej strony barykady".
Ale na markę Grażyny Bułki zapracowała nie tylko Hanka! Przypomnijcie sobie Państwo Chrobokową, jak wydaje swoją córką za doktora Czornynogę w Piątej stronie świata Kazimierza Kutza i Roberta Talarczyka, Babcię Rafała z Wujka.81.Czarnej ballady Talarczyka w scenie, w której dzieli maszkietnie paczkę z NRF-u albo matkę Baumert z Tkoczy Gerharta Hauptmanna i Mai Kleczewskiej, lamentującą nad niedolą pogrążonej w biedzie rodziny, o Świętkowej z Cholonka nie wspominając. Do tego wiele ról filmowych i telewizyjnych. a każda z nich to prawdziwy aktorski klejnot w scenicznej i ekranowej odsłonie uniwersalnego, już nie tylko zapętlonego śląskiego, losu.
I jeśli to, co swojskie, tutejsze, po prostu nasze, Grażyna Bułka potrafi podnieść na scenie do rangi uniwersalnego, Alojzy Lysko czyni w swojej literackiej osobności namacalnym źródłem odczuwania historii. "Chce nam w ten sposób powiedzieć - zauważa Ryszard Kaczmarek - że dzieje dostarczają nam tylko faktów, ale sami musimy je przeżyć, a to pozwoli nam lepiej rozumieć nie tylko przeszłość, ale może jest także ważne i dla naszej egzystencji dzisiaj".
To przeżywanie najpełniej daje o sobie znać w powstałych z "chorego na taty" niepowtarzalnych "legendach rodzinnych z Górnego Śląska o poległych żołnierzach Wehrmachtu" To byli nasi ojcowie, książki o tragedii bojszowiaków wcielonych do niemieckiego wojska, szczerej i prawdomównej doświadczeniem "śląskiego sieroty". A naocznie, niemal dotykalnie można je odczuć w dokumencie Dzieci Wehrmachtu Mateusza Malinowskiego, w którym towarzyszymy Laureatowi w podróży do miejsca śmierci ojca na ukraińskim froncie.
O dziele Lyski - barwnym, monumentalnym, wielowymiarowym i odważnym niewygodną ciągle dla wielu prawdą o "duchach wojny" wcielonych do niemieckiego wojska ojców - napisze Kutz, że to pisarstwo "autentyczne aż do bólu i ponad miarę wyobraźni". Bo - jak mówi skołatana rodzinnymi tragediami Hanka w monodramie Lyski i Neinerta - "Polskiej historii ze śląską historią nie połączysz".
Szanowna Pani, Szanowny Panie, jesteśmy Wam wdzięczni za to, że jako znamienici Ambasadorowie naszej ziemi, jej mieszkańców i jej języka od lat tak wspaniale uczycie nas Górnego Śląska i ufamy, że nie zaprzestaniecie tego posłannictwa, bo bardzo Was potrzebujemy.
Oto i nasi tegoroczni Ambasadorowie Śląska: Grażyna Bułka i Alojzy Lysko!
- Kapituła podkreśliła, że wspólne wyróżnienie jest naturalną konsekwencją ich współpracy przy dramacie "Mianujom mie Hanka". Tekst autorstwa Alojzego Lyski oraz jego sceniczna interpretacja w wykonaniu Grażyny Bułki stworzyły dzieło o wyjątkowej sile oddziaływania - poruszające, głęboko śląskie i jednocześnie uniwersalne. W laudacji prof. Andrzej Gwóźdź przypomniał, że oboje artyści od lat łączą sztukę z zaangażowaniem społecznym, stając się prawdziwymi ambasadorami Śląska w Polsce i Europie - podaje portal slazag.pl.
Honorowy tytuł "Ambasadora Śląska" ma formę imiennego odznaczenia i trafia do osób, które swoją działalnością wzmacniają rangę oraz kulturową tożsamość regionu. Organizatorami Nagrody im. Kazimierza Kutza są Miasto Katowice, Teatr Śląski oraz Uniwersytet Śląski.
Grażyna Bułka od lat należy do najważniejszych osobowości śląskiej sceny teatralnej. Jej role - pełne autentyczności, emocji i głębokiego zakorzenienia w lokalnej kulturze - współtworzą współczesny wizerunek śląskiej sztuki. Pochodzi ze Świętochłowic, ale od kilkudziesięciu lat mieszka w Czechowicach-Dziedzicach.
Pełna treść laudacji wygłoszonej przez prof. Andrzeja Gwóździa
Szanowni Państwo,
czuję się zaszczycony móc wygłosić laudację na cześć laureatów tegorocznej edycji konkursu Nagrody im. Kazimierza Kutza w kategorii Ambasador Śląska. Właśnie laureatów, bo Kapituła nagrody postanowiła w tym roku uhonorować ex aequo dwie osoby. Jestem jednocześnie w niemałym kłopocie, bo jak tu sprawiedliwie obdzielić honorami dwie osobistości tak niezwykłe, umysły tak piękne, w dodatku zespolone w jeden uniwersalny silesiański stop, o jakim marzył patron tej nagrody?
Jeśli ambasador to ktoś, kto reprezentuje kogoś innego, kto zostaje powołany po to, by strzec dobrego imienia tego, kogo reprezentuje, zyskiwać zaufanie coraz to nowych osób i starać się o to, aby lepiej rozumiano tych reprezentowanych, to oboje laureaci są znakomitymi ambasadorami w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze, są rozpoznawalnymi od lat twarzami marki, której na imię Górny Śląsk, przyczyniając się jak mało kto do tworzenia niepowtarzalnej aury wokół niej, dbając o jej kulturowe dziedzictwo, z językiem śląskim na czele. A ten język tkwi w nich niczym zakodowany genetycznie sposób bycia, ostoja na złe i dobre czasy, bo w nim potrafią najlepiej wyrazić swoje najskrytsze myśli i uczucia. To nasi znakomici influencerzy, którzy na swoich aktorskich vlogach i literackich blogach prowadzą nas po koleinach Górnego Śląska, nieustannie dbając o to, aby Śląsk nie wymknął się nam z serc i umysłów, i nie zamknął w folklorystycznej cepelii. Ale jednocześnie ambasadorują sobie wzajem, podnosząc rangę własnej marki w imię wyznawanego przez obydwoje przekonania: "Obce znać - dobrze, swoje - święty obowiązek". Łączy ich niezmiennie duchowa wspólnota przodków, rozciągająca się między świętochłowickimi Lipinami a "przywiślańskim kraiczkiem Ziemi Pszczyńskiej", jak go nazywa Laureat, z ową bojszowską najmniejszą ojczyzną, na pierwszym planie.
Kapituła Nagrody imienia Kazimierza Kutza nie miała wątpliwości, że to oni właśnie, łącząc od lat w jedno sztukę i los Śląska z zaangażowaniem społecznym: "dzioucha z Lipin" (jak sama mówi o sobie), Grażyna Bułka i Alojzy Lysko - "mój bojszowiok", jak pisał o nim patron nagrody, "mój", bo z Bojszów, tej "wspaniałej wsi", pochodziła babka Kutza - zasłużyli ex aequo na tytuł Ambasador Śląska.
W jednym z telewizyjnych wywiadów Laureatka wspominała, jak to oglądając na tej scenie - mógł być rok 1980 albo 1981 - Zapach dojrzałej pigwy Iona Druce w reżyserii Kutza, z Iwoną Świętochowską, wówczas jeszcze nie Kutzową, w roli głównej. Też ten spektakl oglądałem, może nawet byliśmy na tym samym przedstawieniu, ale kiedy ja myślałem o recenzji do "Życia Literackiego", ona marzyła o zostaniu aktorką. No i wymarzyła sobie: 44 lata na scenie, połowa z tego z Cholonkiem albo dobrym Panem Bogiem z gliny Janoscha i Mirosława Neinerta oraz Roberta Talarczyka, grubo ponad sto ról teatralnych, więcej niż 400 odsłon Hanki, no i 10 lat tutaj, w Teatrze Śląskim.
Lipiny czy Bojszowy - jedna górnośląska kraina w cieniu dwóch różnych, ale jakże podobnych obozowych tragedii - Auschwitz-Birkenau i świętochłowickiej "Zgody" - zasnuwana mgławicami śląskiego losu: dramatem volkslisty, traumą "chorych na taty" synów i córek, bo wojna zabrała im ojców i poraniła matki, tragedią wywózek na Sybir... Losu opowiedzianego przenikliwie najpierw przez Alojzego Lyskę w Jak Niobe... Opowieści Górnośląskiej, a potem przez Grażynę Bułkę mistrzowsko podanego w wyreżyserowanym przez Mirosława Neinerta monodramie Mianujom mie Hanka, z którym zawiało ich aż na salony Parlamentu Europejskiego (2023), choć, jak relacjonował Łukasz Kohut, bez udziału europosłów Zjednoczonej Prawicy na widowni. A później do sali kolumnowej Sejmu (2024) - tu jednak znowu bez udziału posłów z PIS, choć tym razem przynajmniej się udało, bo rok wcześniej nie pozwoliła na to ówczesna marszałkini Sejmu. "My nosimy w sobie wielowiekowe dziedzictwo - że tak powiem - europejskie. Nosimy Europę w sercu, gdy tymczasem wielu Polaków Europą się brzydzi i wciąż wzdycha do sarmackich (o)kresów?" - mówił Laureat w wywiadzie-rzece o wymownym tytule Śląskiem wiedziony.
W wielowiekowym dziejowym przeciągu między Polską a Niemcami, między losami Babek i Ōm zawiera się to, co skumulowane zostało w postaci Hanki: cały sponiewierany los tej ziemi i jej mieszkańców, co przenikliwie pointował autor monodramu: "Żydzi mają Holocaust. Jednym słowem nazywają to wszystko. Jak my te tragedie powinniśmy jednym słowem nazywać? Jest wprawdzie określenie Tragedia Górnośląska, ale ono jest jak gdyby zastrzeżone dla tych, którzy zostali wywiezieni na Sybir".
Telewizyjna premiera Hanki po dziewięciu latach od premiery katowickiej, i to w wieczór 80. rocznicy wyzwolenia Auschwitz 27 stycznia 2025 roku, zyskała symboliczny wymiar: był to pierwszy w historii spektakl Teatru Telewizji zagrany w całości po śląsku, w dodatku jego społeczno-medialny kontekst - sąsiedztwo rocznicy, podczas której kilka lat wcześniej Marian Turski przestrzegał: "Auschwitz nie spadł nagle z nieba" - przydawał mu wyjątkowej mocy
Bo przecież o tym też jest to przedstawienie. A może nawet przede wszystkim o tym! W dodatku teatr telewizji Lyski - Neinerta - Bułki zobaczyło prawie pół miliona widzów, co sprawiło, że był on najchętniej oglądaną premierą od maja 2021 roku. Jak nigdy bodaj dotąd, w unii personalnej autora i aktorki wybrzmiał "Krzyż śląskiego losu", zarazem tragizm pokolenia "śląskich Kolumbów", o których regionalista Krystian Węgrzynek napisze, że "byli pierwszym od wieków pokoleniem Ślązaków wychowanych w polskiej szkole [...], którzy musieli ginąć w imię głoszonych przez Hitlera idei, co czasem oznaczało bezpośrednią konfrontację z rodakiem z drugiej strony barykady".
Ale na markę Grażyny Bułki zapracowała nie tylko Hanka! Przypomnijcie sobie Państwo Chrobokową, jak wydaje swoją córką za doktora Czornynogę w Piątej stronie świata Kazimierza Kutza i Roberta Talarczyka, Babcię Rafała z Wujka.81.Czarnej ballady Talarczyka w scenie, w której dzieli maszkietnie paczkę z NRF-u albo matkę Baumert z Tkoczy Gerharta Hauptmanna i Mai Kleczewskiej, lamentującą nad niedolą pogrążonej w biedzie rodziny, o Świętkowej z Cholonka nie wspominając. Do tego wiele ról filmowych i telewizyjnych. a każda z nich to prawdziwy aktorski klejnot w scenicznej i ekranowej odsłonie uniwersalnego, już nie tylko zapętlonego śląskiego, losu.
I jeśli to, co swojskie, tutejsze, po prostu nasze, Grażyna Bułka potrafi podnieść na scenie do rangi uniwersalnego, Alojzy Lysko czyni w swojej literackiej osobności namacalnym źródłem odczuwania historii. "Chce nam w ten sposób powiedzieć - zauważa Ryszard Kaczmarek - że dzieje dostarczają nam tylko faktów, ale sami musimy je przeżyć, a to pozwoli nam lepiej rozumieć nie tylko przeszłość, ale może jest także ważne i dla naszej egzystencji dzisiaj".
To przeżywanie najpełniej daje o sobie znać w powstałych z "chorego na taty" niepowtarzalnych "legendach rodzinnych z Górnego Śląska o poległych żołnierzach Wehrmachtu" To byli nasi ojcowie, książki o tragedii bojszowiaków wcielonych do niemieckiego wojska, szczerej i prawdomównej doświadczeniem "śląskiego sieroty". A naocznie, niemal dotykalnie można je odczuć w dokumencie Dzieci Wehrmachtu Mateusza Malinowskiego, w którym towarzyszymy Laureatowi w podróży do miejsca śmierci ojca na ukraińskim froncie.
O dziele Lyski - barwnym, monumentalnym, wielowymiarowym i odważnym niewygodną ciągle dla wielu prawdą o "duchach wojny" wcielonych do niemieckiego wojska ojców - napisze Kutz, że to pisarstwo "autentyczne aż do bólu i ponad miarę wyobraźni". Bo - jak mówi skołatana rodzinnymi tragediami Hanka w monodramie Lyski i Neinerta - "Polskiej historii ze śląską historią nie połączysz".
Szanowna Pani, Szanowny Panie, jesteśmy Wam wdzięczni za to, że jako znamienici Ambasadorowie naszej ziemi, jej mieszkańców i jej języka od lat tak wspaniale uczycie nas Górnego Śląska i ufamy, że nie zaprzestaniecie tego posłannictwa, bo bardzo Was potrzebujemy.
Oto i nasi tegoroczni Ambasadorowie Śląska: Grażyna Bułka i Alojzy Lysko!
ZOBACZ TAKŻE

Gorący tematCzy to "narodziny gwiazdy"? Czechowiczanka o roli w "Ołowianych dzieciach"

[WIDEO] Grażyna Bułka była gościem "Klachsztangi". Opowiedziała m.in. o życiu, emocjach i prawdzie na scenie

[WIDEO] Renata Przemyk pracowała w "zapałkowni". Opowiedziała o tym u Marcina Mellera

Gorący temat[FOTO] To będzie nowy hit Netflixa? Na ekranie możemy zobaczyć dwie Czechowiczanki

[WIDEO] Czy da się połączyć życie kierowcy ciężarówki z tworzeniem muzyki? Biały gościem podcastu

XIII Góralska Pasterka w Straconce - filmowa relacja z muzycznej części nabożeństwa
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.

