czecho.pl - medium nr 1 w Czechowicach-Dziedzicach

Reklama

Wiadomości

  • 20 marca 2016
  • wyświetleń: 3837

Wyjątkowe starty RyTM-owiczów

Dla czechowickich biegaczy sezon startowy powoli się rozkręca. W weekend 12-13 marca Tomasz Kapuśnik, Marcin Hałas, Marek Borgieł i Kamil Lisicki startowali w 12-godzinnym biegu sztafetowym w Bochni, Piotr Capik w VI Biegu Pawła Lorensa w Tychach, a Agnieszka Chwałek po raz kolejny zmierzyła się z królewskim dystansem maratonu - tym razem w Barcelonie.



Bieg sztafetowy w Bochni ma bardzo nietypowy charakter. Zawodnicy zjeżdżają ponad 200 metrów pod ziemię i na terenie kopalni soli przez 12 godzin pokonują pętlę o długości 2420 metrów. Celem zawodów jest pokonanie przez drużynę jak największego dystansu. Na starcie pojawiło się 65 czteroosobowych sztafet, a o tym, które zespoły wezmą udział w biegu zadecydowało losowanie, ponieważ zawody cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a nie ma możliwości, aby wszyscy chętni zawodnicy mogli spróbować swoich sił. Grupa "Rozbiegamy To Miasto - Czechowice-Dziedzice" skompletowała 2 sztafety, ale tylko jedna miała szczęście w losowaniu. Zespół w składzie: Tomasz Kapuśnik, Marcin Hałas, Marek Borgieł i Kamil Lisicki nie zawiódł oczekiwań i zajął bardzo dobre 15 miejsce z niewielką stratą do czołowej "dziesiątki". Podstawowym celem było pobicie wyniku czechowickiej sztafety z 2014 roku - ponad 153 kilometry. Nasi bohaterowie poprawili ten rezultat z nawiązką pokonując dokładnie 163 kilometry i 901 metrów.

Wyjątkowe starty RyTM-owiczów - 03.2016 · fot. zdjęcia uczestników


Jak podkreślają zawodnicy, organizacja biegu stała na najwyższym poziomie. - W piątek wieczorem wyruszyliśmy do Bochni, na miejsce dotarliśmy ok.21 Zwarci i gotowi zjechaliśmy windą 212 metrów w dół, żeby zmierzyć się z nie lada wyzwaniem. Na miejscu (na dole) było już sporo ludzi, wszyscy uśmiechnięci, podekscytowani. Po odebraniu pakietu startowego poszliśmy się rozpakować. Wszyscy spali na jednej, dużej sali z rozłożonym łóżkami piętrowymi. Organizacja bardzo profesjonalna, wszystko poszło gładko i szybko - relacjonuje Tomasz Kapuśnik.

- Organizacja całej tej imprezy stała na bardzo wysokim poziomie - wszystko co tylko było potrzebne było zapewnione (jedzenie, picie, masaże, toalety, prysznice, muzyka) - dodaje Marek Borgieł.

- Energiczna muzyka na trasie  i doping wszystkich to było naprawdę wiele w ostatnich minutach i, z pewnością, każdy zawodnik to docenił - wspomina Kamil Lisicki.

Podstawą biegów ultramaratońskich, a szczególnie tych zespołowych, jest odpowiednia taktyka i dobre rozłożenie sił. - Założyliśmy, że biegamy wg numerów, czyli: Marek Borgieł, Marcin Hałas, Kamil Lisicki, Tomasz Kapuśnik. Na początek każdy po 2 pętle (2*2420m), jak ktoś miał silę i chęci to zdarzało się nawet 3 razy. Czas mijał szybko, biegaliśmy na miarę swoich możliwości, wszyscy czuli się dobrze (Marek miał na początku problemy z kolką) i w miarę komfortowo, taki stan utrzymywał się przez 6,5h. Potem przyszło zmęczenie i znużenie, więc zdecydowaliśmy, że zmieniamy się co okrążenie - dodaje Tomasz Kapuśnik.

- Prawdziwą walkę każdy z nas zaczynał przy 7 godzinie zawodów. Wtedy poczułem, że nie jestem w pełni zregenerowany po 12-godzinnym ultramaratonie UBS w Brennej, ale nie mogłem zawieść chłopaków, którzy, mimo przeszkód walczą. Psychika jednak dała radę i mogliśmy powalczyć o pobicie wyniku ekipy z Czechowic z 2014 roku - wspomina Kamil Lisicki.

RyTM-owicze już teraz wyrażają gorącą chęć przystąpienia do zawodów w przyszłym roku, o ile będą mieli szczęście w losowaniu.

W Hiszpanii, w słonecznej Barcelonie, z dystansem 42.195 metrów zmierzyła się Agnieszka Chwałek. Jak podkreśla, był to dla niej sentymentalny powrót, bo właśnie tutaj, przed rokiem, debiutowała w maratonie. Zawody zgromadziły ponad 20 tysięcy osób, a trasa przebiegała obok najwspanialszych zabytków Barcelony m.in. słynnej świątyni Gaudiego Sagrada Familia, Arc de Triomf i jednego z najbardziej znanych stadionów piłkarskich na świecie - Camp Nou. Udział w biegu na królewskim dystansie to zawsze ogromny wysiłek, należy jednak pamiętać, że Agnieszka tydzień wcześniej brała udział w 12-godzinnym górskim ultramaratonie w Brennej.

Mimo to stwierdza: - Nie doświadczyłam kryzysu, choć nie ukrywam, że było bardzo ciężko od pierwszych kilometrów (...) Na trasie bardzo dużo piłam i wciąż nie mogłam ugasić pragnienia. Już po10 kilometrach odczuwałam ból w stopach i szczerze obawiałam się o dalszy bieg wydarzeń - relacjonuje Agnieszka.

Mimo sporego zmęczenia udało jej się pokonać szybciej drugą część dystansu. Ogromny wpływ na końcowy sukces Agnieszka zawdzięcza całej otoczce związanej z biegiem i niesamowitym dopingiem na trasie: - Psychika robi swoje. Wspaniale było spotkać rodaków na trasie. (...) podobno ostatnie kilometry są najgorsze - w moim przypadku ostatnie 2 kilometry były najszybsze, pełne entuzjazmu i skoków z radości - wspomina.

- W Barcelonie biegłam "odczarować raka" - 42 km 195 m. z czasem 4:30:04 dedykuję fundacji "PoCANCERowani", która pomaga młodym ludziom walczyć z chorobą nowotworową - dodaje.

Piotr Capik wystartował w VI Biegu im. Pawła Lorensa w Tychach. Czas 42:05 dał 43 miejsce w klasyfikacji generalnej i 8 w kategorii wiekowej.

A.S. / czecho.pl

Reklama

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.