Praca Czechowice-Dziedzice Praca Czechowice-Dziedzice

czecho.pl - medium nr 1 w Czechowicach-Dziedzicach

REKLAMA - BILLBOARD WIADOMOSCI

Wiadomości

  • 30 maja 2020
  • wyświetleń: 1270

Historyczne ciekawostki: Historia o młynarczyku i utopcu Matysku

W kwietniu opublikowaliśmy na portalu czecho.pl felieton Jacka Cwetlera "Na majówkę do Żabiego Kraju", w którym mowa była o premierze nigdy niepublikowanej legendy zwiazanej z naszym regionie. Dzisiaj przedstawiamy Państwu właśnie podanie "Historia o dzielnym młynarczyku i utopcu Matysku", znana także pt " O młynarzu Pumperli, dzielnym młynarczykui utopcu Matysku".

Obraz "Utopiec" - Aleksander Karcz
Obraz "Utopiec" - Aleksander Karcz


Dawno, dawno, temu, za stawami, za groblami, za chłopskimi łanami i pastwiskami... w Ligocie, niedaleko Bielska, był młyn z wielkim kołem, na które lała się woda z rzeki Wapiennicy. Koło toczyło się powoli, a we młynie turkotało, dygotało i skrzypiało, a spod młyńskich kamieni sypała się najbielsza mąka do podstawionych worków.

Stary młynarz Pumperla chodził, z fajką w gębie, pykał z niej statecznie i doglądał czy młyn miele porządnie. Kiedy młynarzowi sypała się najprzedniejsza i najbielsza mąka do worków, to równocześnie kapały mu do mieszka złociste talary. Wieczorami Pumperla zliczał worki w młynie, a w kantorku zliczał talary. Mąka była dla okolicznych młynarzy, a talary dla młynarzowej córki, Agatki, która miała oczy jak bławatki, włosy jakby złocone,usta podobne do rozkitającej róży, liczka do płatków lilii o wschodzie słońca, ale w sercu gościła pychę.

Wszystko by było dobrze gdyby nie przegrzeszony utopiec Matysek, który mieszkał w najgłębszej kipieli na rzece Wiśle pod Skoczowem. Był to utopiec wielce kłótliwy i żurzliwy, dokuczał innym utopcom, bił małe utopczęta i szczypał je w pośladki. Kłócił się ze wszystkimi o byle głupstwo, o najmizerniejszą rybkę. Rybakom wyciągał co tłuściejsze ryby z sieci, straszył skoczowskich mieszczan gdy chcieli kąpać się w Wiśle. Nie słuchał nawet samego króla utopców, Plumplumpa III, pokpiwał z niego i robił mu na przekór.

Mieszczanie niewiele sobie robili z utopcowych harców, gdyż mieli na niego sposób. Żegnali się nabożnie dużym palcem u prawej nogi, co chroniło ich przed złośliwością Matyska. Przeżegnanie się dużym palcem wymagało jednak niebywałego kunsztu. Dlatego brzuchaci nie potrafili tej sztuki dokonać, przeto kąpali się w beczce po kapuście albo moczyli nogi w szafliku.

Gdy przebrała się Matyskowa miarka, utopce wraz ze swym władcą zebrały się na naradę i ustaliły, że należy łajdusa wyrzucić z ich społeczności. Znajdujący się w tym czasie nad Wisłą ludzie usłyszeli wpierw - bul, bul, bul, potem zobaczyli jak duże bański wyskakują z wody, a na koniec woda się zakotłowała i z głębiny wyleciał utpoiec Matysek trzymający się oburącz za pośladki. Wyleciał z rzeki jak z procy, zatoczył łuk w powietrzu i rymnął w pokrzywy. Mieszkańcy Skoczowa mówili jeden drugiemu, zadowoleni bardzo, - Acha przyszła kryska na Matyska".

Matysek rozpłakał się i płakał tak do wieczora, a gdy rosa pokryła trawy, ruszył w poszukiwaniu miejsca gdzie go jeszcze nie znano. Szedł w księżycowej poświacie po rosie, szedł i szedł, aż dotarł nad rzeczkę Wapienica w Ligocie. Przywlókł się obolały i poparzony pokrzywami nad mizerną i płytką rzeczkę. Wlókł się brzegiem i kijaszkiem szukał większej głębiny. Martwił się bardzo bo wszędzie było wody najwyżej po jego pępek. Uszedł jeszcze tak kilka stajań i ujrzał młyn, a pod młyńskim kołem ogromną głębinę.
- O fiksum pyrtum - wrzasnął Matysek i wielce uradowany wskoczył do wody.
Od tej pory zaczęło się źle powodzić młynarzowi Pumperli. Matysek zaczął bowiem czynić psoty czyli robić na paskudę. A to zatrzymywał młyńskie koło, a to ciskał kamyki do zboża sypanego na młyńskie koła, a to spiętrzał wodę na rzece i wtedy młyn nieruchomiał. A gdy spiętrzonej wody było już tak wiele, że się przelewała przez brzegi, szybko usywał zaporę i woda wartko gnała na młyńskie koło i tak nim zwyrtała mocno, że się rozpadało na kawałki. Siadał na workach z mąką i wtedy z mąki robiło się ciasto. Wiadomo bowiem, że tak gdzie usiądzie utopiec robi się kałuża.

Pumperla był bezradny i bardzo zmartwiony. Gospodarze przestali przywozić do młyna zboże, wozili je teraz do sąsiedniej wsi, gdzie na wzgórzu stał wiatrak. Martwił się także tym, że do sakiewki nie wpadają talary oraz tym, że jego Agatka, pozbawiona nowych strojów, kokard, wstążek, korali i marcepanów, zaczęła wymyśłać mu od mamlasów i niedorajdów, co zadawało ogromny ból ojcowskiemu sercu. Na dodatek Matysek ukradł mu ulubioną fajkę.

- Przebodę się pięścią z rozpaczy - mruczał Pumperla, a utopiec fikał koziołki na głębinie pod młyńskim kołem i stroił błazeńskie miny.
Zanim młynarz przebód się pięścią, zdarzyła się dziwna rzecz, przyszedł do niego młody młynarczyk, który wędrując po świecie szukał zajęcia. Nazywał się Zeflik Kurzejka.
Poprosił Pumperlę aby przyjął go do pracy, ale młynarz poradził mu aby szukał innego młyna, bo jego jest zaczarowany.
- Cóż powiadacie, majsterku - zapytał Zeflik.
- Utopiec Matysek siedzi pod młyńskim kołem i robi mi na paskudę - odparł Pumperla. Młynarz biadolił i opowiadał o swych utrapieniach z Matyskiem.
- Jak tak dalej będzie trwało to ja stary młynarz, zostanę kalwaryskim dziadkiem siedzącym pod kościołem, proszącym przechodniów o mizerny grosik.
- Jak wygląda ten utopiec ? - zapytał młynarczyk.
- Pokraka z niego, morda podobna do gęby ropuchy, jest zezowaty i garbaty, palce u łap ma spięte błoną, na grzbiecie nosi połatany kabot, dziurawe czerwone spodnie, cuchnie zgniłymi rybami, skrzeczy jak sroka - rzekł Pumperla i rozpłakał się gorzko nad swym losem.
- Nie martwcie się majsterku . Koń ma głowę jak cebrzyk, niech się martwi. Ja was uwolnię od tego psotnika.
- Jeśli tak uczynisz, będziesz moim zięciem, a młyn, kiedy udam się na drugi świat, będzie twoim młynem. - powiedział młynarz.
- Phi - gwizdnął przez zęby młynarczyk. - Nie chcę być waszym zięciem.
- Ale jakże to, przecież moja Agatka to najpiękniejsza dziewczyna w Ligocie. Ma mieszek pełen talarów, stroje i korale, wszyscy chłopcy z Ligoty dobijają się o jej wzgędy. - powiedział zdziwiony Pumperla. Ba, nawet panoczkowie z Bielska i Cieszyna smalą trzewiki do niej - dodał.
- Ale ja nie mam zamiaru się dobijać o jej względy. Piękna bo piękna, ale pyszna jak paw. Szedłem do was to widziałem jak się stroiła w komorze. Wpadła mi w oko jej uroda, ale byłem ciekaw jakie ma serce. Pozdrowiłem ją serdecznie i poprosiłem o garnuszek wody. Ona wydęła śliczne usteczka i odburknęła: "Też coś. Takiemu młynarczykowi podać wody. Napij się z rzeki jakeś spragniony". Gdybym się z ną ożenił, wyszedłbym na tej żeniaczce gorzej, niż wy majsterku, na tym waszym Matysku. - odrzekł Zeflik i dodał jeszcze - Nie stoję o wasz młyn bom nie zwykł korzystać z czyjejś darowizny. Milej mi samemu na wszystko zapracować.
- No cóż szkoda - westchnął młynarz.
- A co do utopca to jak wam powiedziałem, uwolnię was od tego łapserdaka.
Pumperla przebolał twarde słowa Zeflika o Agatce, ale w duchu przyznał mu słuszność i zgodził się aby młynarczyk podjął się pracy w jego młynie.
Jeszcze tego samego dnia Zeflik wziął się do pracy, podnióśł stawidła i rzeczka chlusnęłą na koło młyńskie. Spod koła wygramolił się utopiec i zatrzymał je. Młynarczyk nachylił sie do łajdaka i zagadał do Matyska. Gadali, spierali się, pyskowali, młynarczyk nawet zapieronował, a utopiec nic. Przedrzeźniał Zeflika, pokazywał język i naigrywał się z niego.
Młynarczyk machnął ręką i mruknął - Poczekaj, poczekaj, przyjdzie kryska na Matyska!

Zeflik udał się po rozum do głowy, a gdy już go miał, poszedł na spoczynek.
Rankiem następnego dnia udał sie do ligockiego kramarza pana Haubenstocka i kupił u niego beczkę po śledziach oraz sześć śledzi, których nikt niechciał kupić, bo strasznie cuchnęły. Beczkę przytoczył do młyna, ustawił przy młyńskim kole, na dnie beczki ułożył owe sześć śledzi. Schował się w pobliskich krzakach, trzymając denko beczki w rękach.

Długo nie musiał czekać. Z wody wyszedł Matysek i pociągając nochalem zaczął mlaskać i głaskać się po brzuchu. Dotarł do beczki i zmiarkował, że śledzie są na jej dnie. Przystawił do beczki stoleczeki i wlazł na beczkę i wskoczył do środka. Na to tylko czekał Zeflik. Wyskoczył z haszczy, podbiegł do beczki i przykrył ją denkiem. Denko przybił młotkiem i zaszpuntował.
Matysek spostzregł, że dał się złapać w pułapkę. Ciskał się w beczce, złorzeczył, skrzeczał, narzekał, potem prosił, lamentował, obiecywał poprawę i błagał młynarczyka aby go wypuścił.
A młynarczyk nic. Tyle tylko powiedział:
- Widzisz, przyszła kryska na Matyska. Teraz siedź w beczce za swe zbytki, boś łajdak bardzo brzydki.
- Co z nim teraz zrobimy - zapytał Pumperla, który przyszedł nad rzekę przy młynie.
- Beczkę z Matyskiem stoczymy do Wapienicy, połynie Wisłą do morza. - rzekł Zeflik
I jak młynarczyk postanowił tak zrobił. Beczkę z utopcem stoczył do rzeki. I tak skończyła się historia z utopcem Matyskiem.
Chciał się pożegnać z młynarzem i powędrować w świat,ale Pumperla uprosił Zeflika aby zostałw Ligocie. Młynarczyk uległ prośbą Pumperli i został. Wybudował młyn obok młyna Pumperli i obu żyło się dobrze.
Agatka wciąż marzyła o panocku z miasta. Pewnegr razu zachorowała na ospę, chorowała i chorowała, a gdy w końcu wyzdrowiała i wstała z łóżka była na twarzy dziobata i brzydka. Wtedy dopiero pycha opuściła jej serce. Spokorniała, ale pozostałaby stara panną, bo już żaden chłopiec nie oglądał się za nią ani nie zabiegał o jej względy, lecz oświadczył się jej Zeflik. Pobrali się i żyli długo i szcżęśliwie.
Co zaś stało się z utopcem Matyskie, tego już nikt nie wie...
I dwie dziurki w nosie i skończyło się.

Autorem tekstu jest Gustaw Morcinek, który spisał tą legendę podczas pobytu w Ligocie w czasach I wojny światowej, kiedy to w miejscowej szkole uczył ligockie dzieciaki języka polskiego. Kto z ligocan ją mu opowiedział, nie wiadomo.

Legenda "Historia o dzielnym młynarczyku i utopcu Matsyku" znalazła się w zbiorze podań i legend ze Śląska Cieszyńskiego, autorstwa Gustawa Morcinka pt. "Przedziwna historia o zbójniku Ondraszku". Niniejszą wersję opracował na podstawie orginalnego tekstu i skrótów dokonał Jacek Cwetler.

Można się także spotkać z innym tytułem tej legendy "O młynarzu Pumperli, młynarczyku i utopcu Matysku".

Kilka lat temu przypomiał tą legendę w jednej ze swoich publikacji Zdzisław Nawrotek "Ligota nieznana" 2018

W okresie międzywojennym nauczyciele i dziatwa ze szkoły w Ligocie (dziś SP1 w Ligocie) wystawiali tą legędę na deskach szkolnego teatrzyku. Była wielokrotnie wystawiana. Przygotowano własnym sumptem stroje i scenografię teatralną.
Być może zachowały się u Panstwa w szufladach, starych albumach, sztambuchach lub kronikach zdjęcia lub zapisy związane z wystawianiem tej legeny przez ligockich artystów. Proszę o i ch udostępnienie do zbiorów Izby Regionalnejw Czechowicach-Dziedzicach.

Jacek Cwetler / czecho.pl

REKLAMA - BANER POD ARTYKUŁEM

Komentarze

Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.