
Wiadomości
- 7 stycznia 2008
- wyświetleń: 1272
Strażacy ostrzegają i mierzą gaz
Koniecznie należy zatroszczyć się o właściwą wentylację, sprawdzać kuchenki gazowe, piece w kotłowniach, junkersy. Tlenku węgla nie widać i nie czuć. Zabija po cichu - apelują do mieszkańców powiatu bielskiego strażacy wraz ratownikami pogotowia oraz inspektorami nadzoru budowlanego.
Od świąt Bożego Narodzenia do Nowego Roku bielscy strażacy wyjeżdżali do pomiarów tlenku węgla i podtruć trzy, cztery razy dziennie. W sumie w grudniu interweniowali aż 25 razy. Trzy pierwsze dni 2008 roku to pięć wyjazdów, na szczęście bez ofiar. W ubiegłym roku blisko 30 mieszkańców Bielska-Białej i całego powiatu zatruło się tlenkiem węgla. 23 grudnia, późnym wieczorem, w mieszkaniu przy ul. Kaletniczej śmiertelnie zatruła się 14-letnia dziewczynka.
Pracownicy pogotowia twierdzą, że śmiertelnych zatruć tlenkiem węgla w zeszłym roku było na pewno więcej. Ratownicy często zabierają poszkodowanego do szpitala jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej. A dodatkowo, ponieważ objawy nie są jednoznaczne, mogą nie mieć stuprocentowej pewności, że winowajcą jest czad. I nie wzywają strażaków. - Poszkodowany źle się czuje, ma zawroty głowy, zaburzenia postrzegania. Lekarz zabiera go z mieszkania, ale nie do końca jest przekonany, co do przyczyny takiego stanu chorego. Dopiero w szpitalu, po badaniach gazometrycznych, specjalistycznych badaniach krwi, wychodzi, że człowiek podtruł się tlenkiem węgla - mówi Piotr Pieczara, ratownik pogotowia ratunkowego w Bielsku-Białej.
We wszystkich zdarzeniach związanych z czadem, w których interweniowały zespoły bielskiej straży pożarnej bezpośrednimi przyczynami były: brak instalacji do odprowadzania spalin oraz uszkodzone lub niesprawne przewody kominowe. - Przypadków zatruć czadem w okresie grzewczym co roku jest bardzo dużo. Im zimniej, tym ofiar jest więcej. Każdy z nas musi walczyć o swoje bezpieczeństwo - mówi mł. bryg. Krzysztof Grygiel, zastępca komendanta miejskiego bielskiej Państwowej Straży Pożarnej.
Więcej czytaj w Dzienniku Zachodnim.
Pracownicy pogotowia twierdzą, że śmiertelnych zatruć tlenkiem węgla w zeszłym roku było na pewno więcej. Ratownicy często zabierają poszkodowanego do szpitala jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej. A dodatkowo, ponieważ objawy nie są jednoznaczne, mogą nie mieć stuprocentowej pewności, że winowajcą jest czad. I nie wzywają strażaków. - Poszkodowany źle się czuje, ma zawroty głowy, zaburzenia postrzegania. Lekarz zabiera go z mieszkania, ale nie do końca jest przekonany, co do przyczyny takiego stanu chorego. Dopiero w szpitalu, po badaniach gazometrycznych, specjalistycznych badaniach krwi, wychodzi, że człowiek podtruł się tlenkiem węgla - mówi Piotr Pieczara, ratownik pogotowia ratunkowego w Bielsku-Białej.
We wszystkich zdarzeniach związanych z czadem, w których interweniowały zespoły bielskiej straży pożarnej bezpośrednimi przyczynami były: brak instalacji do odprowadzania spalin oraz uszkodzone lub niesprawne przewody kominowe. - Przypadków zatruć czadem w okresie grzewczym co roku jest bardzo dużo. Im zimniej, tym ofiar jest więcej. Każdy z nas musi walczyć o swoje bezpieczeństwo - mówi mł. bryg. Krzysztof Grygiel, zastępca komendanta miejskiego bielskiej Państwowej Straży Pożarnej.
Więcej czytaj w Dzienniku Zachodnim.
ZOBACZ TAKŻE

Bielszczanka walczy o życie. Potrzebny milion złotych na leczenie w USA

[FOTO] Za nami grudniowa akcja krwiodawstwa na Placu Jana Pawła II

[FOTO] Krwiodawcy świętowali w Czechowicach-Dziedzicach. W Dworku Eureka odbyła się uroczysta gala

Czechowiczanin w elitarnym programie naukowym. Niedawno obronił pracę doktorską

Gorący tematSzpital Wojewódzki apeluje: odwołujmy wizyty, z których nie możemy skorzystać!

Za nami tradycyjna akcja krwiodawstwa na Placu Jana Pawła II
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.


