
Wiadomości
- 8 lutego 2008
- wyświetleń: 2217
Czechowickie hospicjum niesie pomoc
Śmierć jest częścią ludzkiego istnienia, trzeba więc o niej mówić - przekonują pracownicy czechowickiego hospicjum domowego. Każdego roku pomagają godnie pożegnać się ponad 70 chorym śmiertelnie mieszkańcom Czechowic-Dziedzic i ościennych miejscowości.
Gdy w progu pokoju stawała pani Ula, twarz mamy Zdzisława Pyki natychmiast rozpromieniała się. Po niedokrwiennym udarze mózgu starsza pani była sparaliżowana, właściwie nie mogła mówić, mimo to pani Ula nie raz słyszała od niej wyszeptane z ogromnym wysiłkiem: "Dziękuję". Kobieta odchodziła przez blisko cztery miesiące.
Hospicjum Domowe przy Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Salus, a właściwie zespół domowej opieki paliatywnej (ze względów formalnych konieczne jest używanie nazwy hospicjum), jest jedną z nielicznych tego typu placówek w regionie. Dr n. med. Jadwiga Pyszkowska, wojewódzki konsultant w dziedzinie medycy paliatywnej, uważa, że jest jednym z najlepszych. - Hospicjum to nie jest umieralnia. To życie - mówi Danuta Kopeć, kierowniczka NZOZ Salus.
Jednak ludzie utożsamiają hospicja ze śmiercią, a tego tematu unikają jak ognia. O pomoc specjalistów domowej opieki paliatywnej proszą najczęściej w ostatnim, terminalnym stadium, gdy ich krewnym pozostał zaledwie tydzień życia. Rodziny blisko ze sobą związane, bardziej tradycyjne, kochające, ciężko chorymi opiekują się w domach. Inne tatę czy babcię, walczących z rakiem, "wypychają" do szpitala. Bo podobno tam jest im lepiej. - To nieprawda - mówi Danuta Kopeć.
W chwili, gdy kończy się tzw. leczenie przyczynowe, czyli zmasowana ofensywa przeciwko chorobie i pozostaje jedynie łagodzenie cierpienia, a pacjent opuszcza oddział szpitalny, wtedy od razu powinien zostać otoczony specjalistyczną opieką paliatywną. Rodzinie bardzo trudno stawić czoła tej nowej sytuacji. Fachowe wsparcie pielęgniarki, lekarza, psychologa jest wówczas bezcenne. - Wiem, co to znaczy dla ludzi, którzy opiekują się swoimi ciężko chorymi bliskimi. To wielka pomoc - mówi Zdzisław Pyka. Krewni chorego uczą się radzić sobie z jego śmiertelną chorobą, być dla niego prawdziwą podporą. A także pomagać mu w prozaicznych, codziennych czynnościach, jak zabiegi pielęgnacyjne. - Rodziny mają poczucie bezpieczeństwa, że zawsze mogą na kogoś liczyć - mówi Urszula Cichoń, pielęgniarka domowego hospicjum przy Salusie.
Więcej czytaj w Dzienniku Zachodnim.
Hospicjum Domowe przy Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Salus, a właściwie zespół domowej opieki paliatywnej (ze względów formalnych konieczne jest używanie nazwy hospicjum), jest jedną z nielicznych tego typu placówek w regionie. Dr n. med. Jadwiga Pyszkowska, wojewódzki konsultant w dziedzinie medycy paliatywnej, uważa, że jest jednym z najlepszych. - Hospicjum to nie jest umieralnia. To życie - mówi Danuta Kopeć, kierowniczka NZOZ Salus.
Jednak ludzie utożsamiają hospicja ze śmiercią, a tego tematu unikają jak ognia. O pomoc specjalistów domowej opieki paliatywnej proszą najczęściej w ostatnim, terminalnym stadium, gdy ich krewnym pozostał zaledwie tydzień życia. Rodziny blisko ze sobą związane, bardziej tradycyjne, kochające, ciężko chorymi opiekują się w domach. Inne tatę czy babcię, walczących z rakiem, "wypychają" do szpitala. Bo podobno tam jest im lepiej. - To nieprawda - mówi Danuta Kopeć.
W chwili, gdy kończy się tzw. leczenie przyczynowe, czyli zmasowana ofensywa przeciwko chorobie i pozostaje jedynie łagodzenie cierpienia, a pacjent opuszcza oddział szpitalny, wtedy od razu powinien zostać otoczony specjalistyczną opieką paliatywną. Rodzinie bardzo trudno stawić czoła tej nowej sytuacji. Fachowe wsparcie pielęgniarki, lekarza, psychologa jest wówczas bezcenne. - Wiem, co to znaczy dla ludzi, którzy opiekują się swoimi ciężko chorymi bliskimi. To wielka pomoc - mówi Zdzisław Pyka. Krewni chorego uczą się radzić sobie z jego śmiertelną chorobą, być dla niego prawdziwą podporą. A także pomagać mu w prozaicznych, codziennych czynnościach, jak zabiegi pielęgnacyjne. - Rodziny mają poczucie bezpieczeństwa, że zawsze mogą na kogoś liczyć - mówi Urszula Cichoń, pielęgniarka domowego hospicjum przy Salusie.
Więcej czytaj w Dzienniku Zachodnim.
ZOBACZ TAKŻE

[FOTO] Za nami marcowa akcja krwiodawstwa na Placu Jana Pawła II

Na remizie OSP Lipowiec pojawił się defibrylator AED. Druhowie przeprowadzą szkolenie

[FOTO] Za nami lutowa akcja krwiodawstwa na Placu Jana Pawła II

Na budynku SP5 został zamontowany defibrylator AED. Jest dostępny dla wszystkich mieszkańców

"AED dla Zabrzega". Trwa zbiórka na ogólnodostępny defibrylator

Ważna wiadomość dla pacjentów przychodni OLK. Zmieniła się lokalizacja realizowania świadczeń
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.
