Wiadomości

  • 4 marca 2026
  • wyświetleń: 309

Dietetycy rezygnują z plastikowych butelek. Co mówią o wodzie, którą sami piją

Materiał partnera:

Dietetyk to zawód, w którym każda decyzja żywieniowa musi mieć uzasadnienie. Ci specjaliści dokładnie wiedzą, co jeść, w jakiej ilości i dlaczego — ale rzadziej mówią publicznie o tym, z czego piją. Gdy jednak zapytać ich wprost, odpowiedź jest zaskakująco spójna. Rezygnują z plastikowych butelek. Wybierają szkło. Temat, który jeszcze kilka lat temu brzmiał jak ekologiczny kaprys, dziś ma twarde naukowe podstawy. Czym jest woda mineralna w szklanych butelkach dla kogoś, kto zawodowo analizuje wpływ żywienia na organizm? Nie wyborem z katalogu premium — lecz logiczną konsekwencją tego, co nauka mówi o plastiku.

Dietetycy rezygnują z plastikowych butelek. Co mówią o wodzie, którą sami piją
fot. pixabay.com


Plastikowa butelka nie jest neutralnym opakowaniem



Przez lata PET był traktowany jako tworzywo bezpieczne dla żywności. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) dopuścił go do kontaktu z napojami, a producenci zapewniali, że migracja substancji chemicznych do zawartości butelki pozostaje w granicach norm. Problem w tym, że te normy powstawały w innych warunkach niż te, w których woda naprawdę trafia do konsumenta.

Zespół prof. Williama Shotyka z Uniwersytetu w Heidelbergu wykazał, że z butelek PET do wody mineralnej migruje antymon — pierwiastek stosowany jako katalizator w produkcji politereftalanu etylenu. WHO uznaje antymon za substancję toksyczną i niebezpieczną dla zdrowia, gdy jego stężenie w wodzie przekracza 20 mikrogramów na litr. Kluczowe jest przy tym odkrycie, że stężenie to w wodzie nie jest stałe. Jeden z autorów badań podał konkretne liczby: problemem nie jest sama obecność antymonu, lecz fakt, że jego poziom stale rośnie. Po trzech miesiącach przechowywania wody w butelce PET stężenie antymonu jest prawie dwukrotnie wyższe niż po rozlaniu.

Odrębne badania naukowców z Johann Wolfgang Goethe University wykazały z kolei, że woda mineralna przechowywana w butelkach PET zawiera substancje chemiczne o działaniu zbliżonym do estrogenów, zaburzające prawidłowe procesy fizjologiczne komórek mających kontakt z cieczą.

To oznacza, że woda w butelce PET, która stoi w magazynie, podróżuje ciężarówką latem i czeka tygodniami na sklepowej półce, nie jest tą samą wodą, która wyszła z rozlewni.

Temperatura robi różnicę, której nie widać



Większość konsumentów nie zastanawia się, w jakiej temperaturze przechowywano butelkę, zanim trafiła do ich rąk. Dietetycy zwracają na to uwagę, bo nauka jest w tej kwestii jednoznaczna: już powyżej 20 stopni Celsjusza migracja substancji chemicznych z butelki PET do wody wyraźnie przyspiesza. Butelka pozostawiona w rozgrzanym samochodzie, nagrzana na parkingu supermarketu czy przechowywana w nieprzewidywalnych warunkach logistycznych — to sytuacje, w których plastikowe opakowanie zaczyna aktywnie wpływać na zawartość.

Polski minister zdrowia przyznał na początku 2024 roku, że z butelek plastikowych mogą uwalniać się, zwłaszcza pod wpływem światła i wysokiej temperatury, m.in. kwas tereftalowy, glikol etylenowy, aldehyd octowy oraz antymon. To nie jest opinia środowisk ekologicznych — to jednak oficjalne stanowisko resortu zdrowia oparte na danych naukowych.

Dla dietetyków, którzy zawodowo zajmują się wpływem żywienia na organizm, taka informacja jest wystarczającym powodem do zmiany nawyku. Nie czekają na ostateczne rozstrzygnięcie naukowe w każdej kwestii — stosują zasadę ostrożności tam, gdzie ryzyko jest udokumentowane, a dostępna jest konkretna alternatywa.

240 tysięcy cząstek w jednym litrze



Przez długi czas problem mikroplastiku w wodzie butelkowanej był znany, ale niedoszacowany. Wcześniejsze badania wykrywały w litrze wody kilkaset cząstek plastiku. W styczniu 2024 roku naukowcy z Uniwersytetu Columbia opublikowali wyniki, które zmieniły skalę.

Badanie opublikowane w "Proceedings of the National Academy of Sciences" wykazało, że w jednym litrze wody butelkowanej może znajdować się średnio 240 tysięcy cząsteczek plastiku. To od 10 do 100 razy więcej niż poprzednie szacunki, a 90 procent wykrytych cząstek stanowiły nanoplastiki.

Nanoplastiki są szczególnie niepokojące z jednego powodu: ich rozmiar. Są na tyle małe, że mogą przenikać do komórek ludzkich, dostać się do krwiobiegu i wpływać na organy. Mogą również przenikać przez łożysko do ciał nienarodzonych dzieci. Badania toksyczności wciąż trwają, a pełny obraz skutków zdrowotnych nie jest jeszcze znany — ale dane o skali zjawiska są już wystarczające, by środowisko dietetyków potraktowało temat poważnie.

Do wody nanoplastik przedostaje się prawdopodobnie podczas ściskania butelki lub wystawiania jej na działanie ciepła. Badania wskazują też, że istotną rolę odgrywa wielokrotne otwieranie i zamykanie nakrętki, podczas czego materiał ulega ścieraniu. Innymi słowy: im bardziej użytkujemy butelkę, tym więcej plastiku trafia do jej zawartości.

Co wybierają zamiast tego i dlaczego akurat to



Dietetycy, którzy rezygnują z plastiku, nie szukają kompromisu. Wskazują na jedno rozwiązanie: wodę mineralną w szkle. Szkło jest jedynym powszechnie dostępnym materiałem opakowaniowym, który jest chemicznie obojętny — nie wchodzi w reakcje z zawartością, nie migruje do wody pod wpływem temperatury, czasu ani nacisku mechanicznego. Nie ma progu temperaturowego, po przekroczeniu którego zaczyna się problem. Nie wydziela cząstek pod wpływem użytkowania. Ma też jednak wadę, jest cieższy, a przez to mniej poręczny niż butelka PET.

Wybór szerokiego asortymentu wód mineralnych w szklanych butelkach — od Cisowianki i Kingi Pienińskiej po wody z całęgo świata Acqua Panna, Evian, Perrier, Borjomi i San Pellegrino — znajdziesz m.in na stronie wody-mineralne.com.pl