
Wiadomości
- 4 sierpnia 2008
- wyświetleń: 2169
Szkot, który rozbudzał nadzieję
Tom Gibson, niedoszły inwestor w kopalni Silesia, planował już wcześniej interesy w Polsce - w okolicach Wałbrzycha, Kłodzka, a nawet na Wybrzeżu. Żaden nie wypalił. Dlaczego więc największa spółka górnicza w Europie - Kompania Węglowa - w ogóle podjęła z nim rozmowy? - pyta "Rzeczpospolita".
Kompania Węglowa, która chciała sprzedać za 250 mln zł firmie Gibson Group, kierowanej przez Toma Gibsona, kopalnię Silesia, unieważniła przetarg 8 lipca 2008 r. Chociaż inwestor starał się o dodatkowy czas, KW nie chciała już z nim rozmawiać. Oficjalnie - bo nie spełnił wymogów formalnych, m.in. nie zarejestrował oddziału firmy w Polsce. Nieoficjalnie - władze KW straciły cierpliwość i przestały wierzyć, że Szkot sfinalizuje transakcję, skoro nie robił tego przez pół roku - przypomina "Rzeczpospolita".
Jednak czemu wierzono Gibsonowi od września 2007 r.? Czemu związkowcy bronią go do dziś, skoro je go niedoszłe interesy w Polsce nie są tajemnicą? - pyta "Rz".
"Rzeczpospolita" przypomina niezrealizowane projekty inwestycyjne Szkota. W 2005 roku Gibson zjawił się w Wałbrzychu z planem reaktywacji górnictwa. - On i jego ludzie prosili o mapy z zasobami surowca, uwarunkowania geologiczne. Ale ja byłem ostrożny, bo liczne ekspertyzy mówiły, że wydobycie węgla jest tu nieopłacalne - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Marek Małecki, wiceprezydent Wałbrzycha.
W Toma Gibsona uwierzyli natomiast wałbrzyscy górnicy - podobnie jak ci w kopalni Silesia. Były dyspozytor z kopalni Julia (wcześniej Thorez) w Wałbrzychu do dziś ufa Szkotowi - czytamy w "Rz". - Przecież my tu mamy węgiel koksujący najlepszej jakości, jest koniunktura na surowiec, można na tym zarobić - przekonuje. - Może gdyby nie ta biurokracja, to Gibsonowi by się udało?
Oprócz wałbrzyskich kopalń Gibson chciał reaktywować poniemiecką kopalnię Wacław w Ludwikowicach, w której po wybuchu metanu w latach 30. zginęła cała ponadstuosobowa załoga i zakład został zalany wodą. Tam też pamiętają Gibsona - czytamy w "Rz".
- Przyjeżdżał taki siwy Szkot. Mówiło się, że wróci wydobycie, że będzie praca, ludzie się cieszyli, bo przecież tu co trzeci bez roboty - opowiada "Rz" starszy mieszkaniec Jugowa, miejscowości sąsiadującej z Ludwikowicami. To tutejsze nadleśnictwo odwiedzali przedstawiciele Gibson Group, by rozmawiać o zagospodarowaniu hałd. Jednak i tam dziennikarze "Rz" usłyszeli, że "były to tylko wstępne rozmowy".
- Czytałem w prasie, że koło kopalni Silesia miała być elektrownia i szklarnie. To samo Gibson opowiadał nam trzy lata temu - przyznaje Jarosław Zachariasz, naczelnik referatu zagospodarowania mienia w Nowej Rudzie, były wicestarosta kłodzki.
W Nowej Rudzie też miała powstać elektrociepłownia, która pozwoliłaby wykorzystać materiał z dwóch okolicznych hałd, a przy niej - szklarnie. Dodatkową atrakcją miał być szkocki pub przyciągający turystów do położonej ok. 30 km dalej twierdzy Kłodzko - przypomina "Rz".
Jednak pomysły Gibsona blokowała Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Najpierw kazała czekać na wygaszenie hałd, potem na tzw. efekt ekologiczny, a gdy warunki zostały spełnione, i tak nie zdecydowała się ogłosić przetargu na hałdy, w którym pan Gibson chciał wziąć udział
Choć do Wałbrzycha po 2005 r. Gibson nie wrócił, w Nowej Rudzie pojawił się znowu w 2007 r., podtrzymując chęć budowy elektrociepłowni - przypomina "Rz".
Jarosław Zachariasz przyznaje, że gdy słyszał o planach Gibsona wobec Silesii, wydawały mu się realne - zwłaszcza po wpłacie wadium w wysokości 4 mln zł. Ale czy teraz ktoś wierzy jeszcze w Toma Gibsona? - pyta "Rz".
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej.
Jednak czemu wierzono Gibsonowi od września 2007 r.? Czemu związkowcy bronią go do dziś, skoro je go niedoszłe interesy w Polsce nie są tajemnicą? - pyta "Rz".
"Rzeczpospolita" przypomina niezrealizowane projekty inwestycyjne Szkota. W 2005 roku Gibson zjawił się w Wałbrzychu z planem reaktywacji górnictwa. - On i jego ludzie prosili o mapy z zasobami surowca, uwarunkowania geologiczne. Ale ja byłem ostrożny, bo liczne ekspertyzy mówiły, że wydobycie węgla jest tu nieopłacalne - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Marek Małecki, wiceprezydent Wałbrzycha.
W Toma Gibsona uwierzyli natomiast wałbrzyscy górnicy - podobnie jak ci w kopalni Silesia. Były dyspozytor z kopalni Julia (wcześniej Thorez) w Wałbrzychu do dziś ufa Szkotowi - czytamy w "Rz". - Przecież my tu mamy węgiel koksujący najlepszej jakości, jest koniunktura na surowiec, można na tym zarobić - przekonuje. - Może gdyby nie ta biurokracja, to Gibsonowi by się udało?
Oprócz wałbrzyskich kopalń Gibson chciał reaktywować poniemiecką kopalnię Wacław w Ludwikowicach, w której po wybuchu metanu w latach 30. zginęła cała ponadstuosobowa załoga i zakład został zalany wodą. Tam też pamiętają Gibsona - czytamy w "Rz".
- Przyjeżdżał taki siwy Szkot. Mówiło się, że wróci wydobycie, że będzie praca, ludzie się cieszyli, bo przecież tu co trzeci bez roboty - opowiada "Rz" starszy mieszkaniec Jugowa, miejscowości sąsiadującej z Ludwikowicami. To tutejsze nadleśnictwo odwiedzali przedstawiciele Gibson Group, by rozmawiać o zagospodarowaniu hałd. Jednak i tam dziennikarze "Rz" usłyszeli, że "były to tylko wstępne rozmowy".
- Czytałem w prasie, że koło kopalni Silesia miała być elektrownia i szklarnie. To samo Gibson opowiadał nam trzy lata temu - przyznaje Jarosław Zachariasz, naczelnik referatu zagospodarowania mienia w Nowej Rudzie, były wicestarosta kłodzki.
W Nowej Rudzie też miała powstać elektrociepłownia, która pozwoliłaby wykorzystać materiał z dwóch okolicznych hałd, a przy niej - szklarnie. Dodatkową atrakcją miał być szkocki pub przyciągający turystów do położonej ok. 30 km dalej twierdzy Kłodzko - przypomina "Rz".
Jednak pomysły Gibsona blokowała Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Najpierw kazała czekać na wygaszenie hałd, potem na tzw. efekt ekologiczny, a gdy warunki zostały spełnione, i tak nie zdecydowała się ogłosić przetargu na hałdy, w którym pan Gibson chciał wziąć udział
Choć do Wałbrzycha po 2005 r. Gibson nie wrócił, w Nowej Rudzie pojawił się znowu w 2007 r., podtrzymując chęć budowy elektrociepłowni - przypomina "Rz".
Jarosław Zachariasz przyznaje, że gdy słyszał o planach Gibsona wobec Silesii, wydawały mu się realne - zwłaszcza po wpłacie wadium w wysokości 4 mln zł. Ale czy teraz ktoś wierzy jeszcze w Toma Gibsona? - pyta "Rz".
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej.
ZOBACZ TAKŻE

Gdzie w gminie Czechowice-Dziedzice kupić ryby? Lista sprzedawców

Gorący tematUstawa górnicza obejmie także górników PG Silesia? Prezydent przedstawi kolejną nowelizację

Kolejna inwestycja Unimotu. Spółka modernizuję swoją czechowicką oczyszczalnię ścieków

Gorący tematBumech chce wydzierżawić Silesię. Jest wniosek o umorzenie postępowania sanacyjnego

Gorący temat[WIDEO] "Górniczy dramat". Reportaż o kopalni Silesia w Kanale Zero

Gorący tematBumech złożył skargę w Komisji Europejskiej. Chodzi o pomoc publiczną dla państwowych kopalń
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.
