Wiadomości
- 4 sierpnia 2008
- wyświetleń: 2196
Szkot, który rozbudzał nadzieję
Tom Gibson, niedoszły inwestor w kopalni Silesia, planował już wcześniej interesy w Polsce - w okolicach Wałbrzycha, Kłodzka, a nawet na Wybrzeżu. Żaden nie wypalił. Dlaczego więc największa spółka górnicza w Europie - Kompania Węglowa - w ogóle podjęła z nim rozmowy? - pyta "Rzeczpospolita".
Kompania Węglowa, która chciała sprzedać za 250 mln zł firmie Gibson Group, kierowanej przez Toma Gibsona, kopalnię Silesia, unieważniła przetarg 8 lipca 2008 r. Chociaż inwestor starał się o dodatkowy czas, KW nie chciała już z nim rozmawiać. Oficjalnie - bo nie spełnił wymogów formalnych, m.in. nie zarejestrował oddziału firmy w Polsce. Nieoficjalnie - władze KW straciły cierpliwość i przestały wierzyć, że Szkot sfinalizuje transakcję, skoro nie robił tego przez pół roku - przypomina "Rzeczpospolita".
Jednak czemu wierzono Gibsonowi od września 2007 r.? Czemu związkowcy bronią go do dziś, skoro je go niedoszłe interesy w Polsce nie są tajemnicą? - pyta "Rz".
"Rzeczpospolita" przypomina niezrealizowane projekty inwestycyjne Szkota. W 2005 roku Gibson zjawił się w Wałbrzychu z planem reaktywacji górnictwa. - On i jego ludzie prosili o mapy z zasobami surowca, uwarunkowania geologiczne. Ale ja byłem ostrożny, bo liczne ekspertyzy mówiły, że wydobycie węgla jest tu nieopłacalne - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Marek Małecki, wiceprezydent Wałbrzycha.
W Toma Gibsona uwierzyli natomiast wałbrzyscy górnicy - podobnie jak ci w kopalni Silesia. Były dyspozytor z kopalni Julia (wcześniej Thorez) w Wałbrzychu do dziś ufa Szkotowi - czytamy w "Rz". - Przecież my tu mamy węgiel koksujący najlepszej jakości, jest koniunktura na surowiec, można na tym zarobić - przekonuje. - Może gdyby nie ta biurokracja, to Gibsonowi by się udało?
Oprócz wałbrzyskich kopalń Gibson chciał reaktywować poniemiecką kopalnię Wacław w Ludwikowicach, w której po wybuchu metanu w latach 30. zginęła cała ponadstuosobowa załoga i zakład został zalany wodą. Tam też pamiętają Gibsona - czytamy w "Rz".
- Przyjeżdżał taki siwy Szkot. Mówiło się, że wróci wydobycie, że będzie praca, ludzie się cieszyli, bo przecież tu co trzeci bez roboty - opowiada "Rz" starszy mieszkaniec Jugowa, miejscowości sąsiadującej z Ludwikowicami. To tutejsze nadleśnictwo odwiedzali przedstawiciele Gibson Group, by rozmawiać o zagospodarowaniu hałd. Jednak i tam dziennikarze "Rz" usłyszeli, że "były to tylko wstępne rozmowy".
- Czytałem w prasie, że koło kopalni Silesia miała być elektrownia i szklarnie. To samo Gibson opowiadał nam trzy lata temu - przyznaje Jarosław Zachariasz, naczelnik referatu zagospodarowania mienia w Nowej Rudzie, były wicestarosta kłodzki.
W Nowej Rudzie też miała powstać elektrociepłownia, która pozwoliłaby wykorzystać materiał z dwóch okolicznych hałd, a przy niej - szklarnie. Dodatkową atrakcją miał być szkocki pub przyciągający turystów do położonej ok. 30 km dalej twierdzy Kłodzko - przypomina "Rz".
Jednak pomysły Gibsona blokowała Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Najpierw kazała czekać na wygaszenie hałd, potem na tzw. efekt ekologiczny, a gdy warunki zostały spełnione, i tak nie zdecydowała się ogłosić przetargu na hałdy, w którym pan Gibson chciał wziąć udział
Choć do Wałbrzycha po 2005 r. Gibson nie wrócił, w Nowej Rudzie pojawił się znowu w 2007 r., podtrzymując chęć budowy elektrociepłowni - przypomina "Rz".
Jarosław Zachariasz przyznaje, że gdy słyszał o planach Gibsona wobec Silesii, wydawały mu się realne - zwłaszcza po wpłacie wadium w wysokości 4 mln zł. Ale czy teraz ktoś wierzy jeszcze w Toma Gibsona? - pyta "Rz".
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej.
Jednak czemu wierzono Gibsonowi od września 2007 r.? Czemu związkowcy bronią go do dziś, skoro je go niedoszłe interesy w Polsce nie są tajemnicą? - pyta "Rz".
"Rzeczpospolita" przypomina niezrealizowane projekty inwestycyjne Szkota. W 2005 roku Gibson zjawił się w Wałbrzychu z planem reaktywacji górnictwa. - On i jego ludzie prosili o mapy z zasobami surowca, uwarunkowania geologiczne. Ale ja byłem ostrożny, bo liczne ekspertyzy mówiły, że wydobycie węgla jest tu nieopłacalne - tłumaczy "Rzeczpospolitej" Marek Małecki, wiceprezydent Wałbrzycha.
W Toma Gibsona uwierzyli natomiast wałbrzyscy górnicy - podobnie jak ci w kopalni Silesia. Były dyspozytor z kopalni Julia (wcześniej Thorez) w Wałbrzychu do dziś ufa Szkotowi - czytamy w "Rz". - Przecież my tu mamy węgiel koksujący najlepszej jakości, jest koniunktura na surowiec, można na tym zarobić - przekonuje. - Może gdyby nie ta biurokracja, to Gibsonowi by się udało?
Oprócz wałbrzyskich kopalń Gibson chciał reaktywować poniemiecką kopalnię Wacław w Ludwikowicach, w której po wybuchu metanu w latach 30. zginęła cała ponadstuosobowa załoga i zakład został zalany wodą. Tam też pamiętają Gibsona - czytamy w "Rz".
- Przyjeżdżał taki siwy Szkot. Mówiło się, że wróci wydobycie, że będzie praca, ludzie się cieszyli, bo przecież tu co trzeci bez roboty - opowiada "Rz" starszy mieszkaniec Jugowa, miejscowości sąsiadującej z Ludwikowicami. To tutejsze nadleśnictwo odwiedzali przedstawiciele Gibson Group, by rozmawiać o zagospodarowaniu hałd. Jednak i tam dziennikarze "Rz" usłyszeli, że "były to tylko wstępne rozmowy".
- Czytałem w prasie, że koło kopalni Silesia miała być elektrownia i szklarnie. To samo Gibson opowiadał nam trzy lata temu - przyznaje Jarosław Zachariasz, naczelnik referatu zagospodarowania mienia w Nowej Rudzie, były wicestarosta kłodzki.
W Nowej Rudzie też miała powstać elektrociepłownia, która pozwoliłaby wykorzystać materiał z dwóch okolicznych hałd, a przy niej - szklarnie. Dodatkową atrakcją miał być szkocki pub przyciągający turystów do położonej ok. 30 km dalej twierdzy Kłodzko - przypomina "Rz".
Jednak pomysły Gibsona blokowała Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Najpierw kazała czekać na wygaszenie hałd, potem na tzw. efekt ekologiczny, a gdy warunki zostały spełnione, i tak nie zdecydowała się ogłosić przetargu na hałdy, w którym pan Gibson chciał wziąć udział
Choć do Wałbrzycha po 2005 r. Gibson nie wrócił, w Nowej Rudzie pojawił się znowu w 2007 r., podtrzymując chęć budowy elektrociepłowni - przypomina "Rz".
Jarosław Zachariasz przyznaje, że gdy słyszał o planach Gibsona wobec Silesii, wydawały mu się realne - zwłaszcza po wpłacie wadium w wysokości 4 mln zł. Ale czy teraz ktoś wierzy jeszcze w Toma Gibsona? - pyta "Rz".
Więcej czytaj w Rzeczpospolitej.
ZOBACZ TAKŻE
[WIDEO] Działacze "Solidarności" niewpuszczeni na teren kopalni Silesia. Interweniowali policjanci
Gorący tematBumech z koncesją na wydobycie węgla. Jest projekt nowelizacji ustawy górniczej
Burmistrz interweniuje w sprawie koncesji. Napisał do minister Hennig-Kloski
Pracownicy kopalni Silesia tylko z częścią wynagrodzeń. Pracodawca zalega z wypłatą dodatków
Bumech nadal bez ważnej decyzji. Zarządca informuje o możliwym zatrzymaniu zakładu i zwolnieniach
Kto odpowie za szkody górnicze? Goczałkowice-Zdrój pytają o skutki przeniesienia koncesji
Komentarze
Zgodnie z Rozporządzeniem Ogólnym o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na portalu czecho.pl zaktualizowana została Polityka Prywatności. Zachęcamy do zapoznania się z dokumentem.





